Maturzyści 2023. Przepraszam za taką maturę i za to, co spotkało Was wcześniej

Taking Test in School Closeup

Zamiast matury szczurów – matura ludzi. Szkoła jako sala treningowa do egzaminów państwowych pozostaje już tylko komediowym wątkiem w naszych wspomnieniach… Polonistka z 25-letnią praktyką o drodze przez mękę maturzystów 2023 i o szkole swych marzeń. Zaczynamy cykl „Szkoła na wybory”

SWOJEMU synowi maturzyście i wszystkim, którzy podchodzą właśnie do nowej matury po eksperymencie, któremu poddawano ich od 2016 roku, z pandemią i wojną w tle chciałabym powiedzieć: Przepraszam w imieniu dorosłych! Tylko tyle mogę dla Was zrobić. Na pociechę dorzucam wizję szkoły i matury, która jest na szczęście nie tylko w moich marzeniach – pisze Agnieszka Ciesielska przez ćwierć wieku polonistka w liceum im. Witkiewicza w Warszawie, od 2022 roku pracuje w szkole społecznej. Jej artykuł pod ramką.

Szkoła na wybory. Zamiast bzdur typu „seksualizacja dzieci” zapraszamy na rozmowę serio o polskiej szkole, jako źródle cierpień, ale także nadziei. Korzystamy z 10 postulatów Obywatelskiego Paktu dla Edukacji, kompleksowego projektu naprawy. To ma być szkoła nowoczesna, zdemokratyzowana, otwarta na Polskę i świat, twórcza, szkoła myślenia, a nie kucia, współpracy, a nie wyścigu szczurów. Polityczki i politycy prodemokratycznej opozycji deklarują poparcie Paktu, ale tylko obywatelski nacisk w kampanii wyborczej może sprawić, że edukacja zostanie potraktowana przez przyszłe rządy tak, jak na to zasługuje. W cyklu „Szkoła na wybory” we współpracy z koalicją SOS dla Edukacji podważamy też kolejne fałszywe przekonania na temat edukacji (tzw. debunking)

1 września 2016 roku zniesiono obowiązkowy dotąd egzamin szóstoklasisty. Co z tego, że wielu młodych z klas szóstych miało już dawno wybrane gimnazjum i w głowie radochę, że pójdą w lepszy, bardziej samodzielny dla siebie świat. 

Edukacja za kotarą, a potem w chmurze 

kwietniu 2019 pisali egzamin ósmoklasisty, choć przygotowywali się od klasy czwartej do testu szóstoklasisty. Aby dostać się do szkoły średniej, brali udział w podwójnej rekrutacji, bo wraz z nimi do tych samych szkół wybierali się absolwenci wygaszanych gimnazjów. W wielu rodzinach sytuacja graniczyła z absurdem, bo rodzeństwo z różnicą wieku dwa albo trzy lata w tym samym momencie szło do klasy pierwszej w tej samej szkole. Niejeden rodzic doświadczył z tego powodu lekkiego rozdwojenia jaźni. 

We wrześniu 2019 roku rozpoczęli naukę w przeładowanych szkołach ponadpodstawowych, niekiedy w salach przedzielonych kotarą albo bez okien, w szczególnych przypadkach w dostawionym obok szkoły kontenerze. Był to czas po strajku środowiska nauczycielskiego, co zdeterminowało atmosferę w niejednej radzie pedagogicznej. Rozgoryczenie zawieszonym strajkiem zmniejszyło energię polskiej szkoły wprost proporcjonalnie do powiększonych liczebnie klas pierwszych. 

Jakby tego było mało, w marcu 2020 spadła jak grom z jasnego nieba na świat pandemia. Zamknięto szkoły, nakazano siedzieć w domach. Edukację po chwilowym zastoju przeniesiono do chmury. Różnie sobie z tym radzono. Relacyjność oraz socjalizację, tak ważne w procesie uczenia się, przesunięto na plan dalszy. I w takiej rzeczywistości edukacyjnej funkcjonowali nasi obecni maturzyści/maturzystki do końca klasy pierwszej liceum. Niewielu myślało wtedy o maturze. Dodatkowo okoliczności temu nie sprzyjały. Nie przeszkadzało nikomu, że nauczycielki i nauczyciele mieli prawie zerową wiedzę o nowych maturalnych wymaganiach. Nie było wytycznych ani dla uczniów/uczennic, ani dla nauczycieli/nauczycielek. Większość rodziców w ogóle nie miała o tym pojęcia. 

W roku szkolnym 2020/21 byli w klasie drugiej, na zdalnej nauce od listopada do maja, czyli ponad połowę roku szkolnego. Nadal w szkołach o nowej maturze niedużo się mówiło. Informator dotyczący matury z języka polskiego został opublikowany dopiero w połowie ich czteroletniej nauki. Wielu spekulowało, że ustnych egzaminów nie będzie, bo w ciągu dwóch ostatnich lat je odwołano. To życzeniowe myślenie mocno wpływało zwłaszcza na kształt edukacji polonistycznej. 

Lektury – dużo za dużo i wciąż nie wiadomo jakie 

W klasie trzeciej – w roku szkolnym 2021/22 już było jasne, jak będzie wyglądać nowa matura, zwłaszcza budząca najwięcej kontrowersji matura z języka polskiego. Polonistki i poloniści z wielką determinacją zaczęli oswajać klasy ze zmianami, lekturami, których było dużo za dużo. I okazało się, że sprawa się komplikuje. 

Spis lektur otrzymaliśmy w końcówce 2019 roku w „Vademecum nauczyciela. Wdrażanie podstawy programowej w szkole ponadpodstawowej”. Według tego dokumentu ambitnie układaliśmy swoje plany pracy. 

Ale od tego czasu do dziś listy lektur zmieniały się wielokrotnie. Jedne zmiany dotyczą matury 2023, inne tej w 2024 roku, jeszcze inne lat kolejnych. 

Chaos w tym zakresie wydaje się nie do opanowania, nawet dla mnie polonistki z dużym doświadczeniem. Dla każdego poziomu, który uczę, mam inny zestaw lektur. Ponadto jeden z nich dotyczy matury pisemnej, inny ustnej. 

Nie odpowiem szybko uczniowi, czy utwór, o który pyta, będzie na jego maturze. 

Muszę to sprawdzić. Brak jednoznacznej listy lektur polonistycznych wzmaga niepokój wśród tych, co się uczą i tych, co uczą. Już pomijam fakt, że liczba lektur obowiązkowych i ich dobór wymagają korekty. Ludzie pracujący z młodzieżą widzą konieczność wprowadzania szkoły w świat współczesny. 

Maturalna lista lektur jest całkowitym zaprzeczeniem tego myślenia. 

Przerost wiedzy nad umiejętnościami oraz nadmiar charakteryzujący maturę z języka polskiego niszczą polonistyczną edukację i kluczową dla niej chęć czytania.

Matura nie do wysiedzenia 

Nadmiar i chaos rządzą polską średnią szkołą. Bo jak zrozumieć fakt, że w marcu tego roku, mniej niż dwa miesiące przed maturą, skreślono prawie 120 jawnych pytań, które na pewno miały być na egzaminie ustnym z języka polskiego. Ponadto złagodzono kryteria oceniania prac, zdający może popełnić więcej błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. To oczywiście dobre zmiany dla zdających, choć czas ich wprowadzenia daje do myślenia na temat motywacji tych, którzy je tak spontanicznie ogłosili. Mimo że praktycy szkolni od dawna o to postulowali. Nagłe, zbyt późne zmiany mogą rzutować na sprawdzanie prac przez egzaminatorów/egzaminatorki. 

Byli oni wszak szkoleni inaczej. Czy zdążą przyswoić te zmiany? Czy zapanują nad swoimi nauczycielskimi przyzwyczajeniami? 

Tracimy kontakt z młodymi. Ludzie szkoły widzą to na co dzień.

Ministerstwo edukacji i Centralna Komisja Egzaminacyjna nie chcą skorzystać z naszego doświadczenia. Idą w zupełnie innym kierunku, kategoryczni w swojej nieomylności. Interesuje ich szkoła w teorii, jako idea. Jakby działali przeciw społeczeństwu, nie dbają o młodych.

Kiedy pytałam uczniów/uczennice o pierwsze wrażenia po próbnej maturze pisemnej z języka polskiego na poziomie podstawowym, wielu z nich nie mówiło o merytorycznych aspektach, podkreślali, że była łatwa, momentami wręcz banalna. Zwracali jednak uwagę na czas trwania tego egzaminu – 240 minut. Niektórzy z nich mieli wydłużony czas, co mijało się i tak z celem, bo było to nie do wysiedzenia. 

Współczesny młody człowiek chce się uczyć w działaniu, nawet 45-minutowa lekcja staje się dla niejednego za długa. A jakiś dorosły wymyślił sobie, nie konsultując tego zapewne z psychologiem-praktykiem pracującym z młodzieżą, że matura z polskiego ma trwać aż cztery godziny. Cztery godziny bez jedzenia, z możliwością napicia się wody (tylko!), najlepiej bez wychodzenia, bo każde wyjście ma być zaprotokołowane. To jakby przeciw prawom człowieka… 

Jako entuzjastka edukacji, polonistka, matka nastolatków nie rozumiem zmian wprowadzanych w szkole, w dostępnej mi przestrzeni, w ramach tzw. reformy edukacji ministrów Anny Zalewskiej, Dariusza Piontkowskiego i Przemysława Czarnka. Odczuwam wielką bezsilność, która przekłada się na moją energię i sprawczość lekcyjną. Nie potrafię jako nauczycielka języka polskiego objaśnić swoim uczennicom i uczniom także sensu zmian dotyczących matury z języka polskiego. 

Trudno czytać teksty, które i mnie już nie ciekawią.

Czy ten nadmiar ma służyć podniesieniu rangi języka polskiego, czy matury w ogóle? Czy ten chaos ma sprawdzić wytrzymałość psychiczną młodych? Co chcemy my dorośli im udowodnić? Brak motywacji? Pustkę duchową? Hart ducha? Jako polonistce do głowy przychodzi mi tylko jedna odpowiedź, analogiczna do refleksji wyczytywanej na lekcjach z Przedmowy do III części „Dziadów” A. Mickiewicza. Objaśnia ona, dlaczego machina carska była wycelowana szczególnie w młodzież. 

„Systematyczny Nowosilcow wziął naprzód na męki dzieci i młodzież, aby nadzieje przyszłych pokoleń w zarodzie samym wytępić” – wieszcz nie pozostawia czytelnikowi złudzeń. Bardzo mnie to martwi. 

Dlatego chciałabym powiedzieć swojemu synowi maturzyście i wszystkim, którzy podchodzą właśnie do nowej matury po eksperymencie, któremu poddawano ich od 2016 roku, z pandemią i wojną w Ukrainie w tle: Przepraszam w imieniu dorosłych! Tylko tyle mogę dla Was zrobić. 

Na pociechę dorzucam wizję szkoły i matury, która jest na szczęście nie tylko w moich marzeniach. Przekonuję się o tym, czytając Obywatelski Pakt dla Edukacji oraz rozwiązania wypracowane podczas Szczytu Edukacyjnego w Warszawie. Wizja jak to wizja ma ograniczony poziom konkretu. Rysuje jednak kierunek zmian w edukacji, których chciałabym w życiu zawodowym jeszcze doświadczyć.

Edukacja w nowej, jaśniejszej rzeczywistości 

Edukację w nowej, jaśniejszej rzeczywistości widzę jako poważnie traktowaną dziedzinę życia zarówno przez rządzących, jak i społeczeństwo. Rodzice, których głosu dziś szczególnie mi brak w naszej przestrzeni społecznej, chcą wiedzieć, jak są uczone ich dzieci, i rozumieją, że wystawianie ocen to nie to samo, co ocenianie. Ich komunikacja ze szkołą to nie tylko odbiór przekazywanych przez szkołę informacji. W szkole marzeń przestaje się dziękować rodzicom za to, że nie przeszkadzają. Bo mądrą i wartościową edukację tworzą trzy podmioty: nauczyciele/nauczycielki, uczniowie/uczennice i rodzice/opiekunowie. 

Ponadto odchodzi w niepamięć transmisyjny model kształcenia, kojarzony z nieustannym przekazywaniem wiedzy, definicji i szczegółów. Stawia się za to na relacyjny proces uczenia, z nauką w działaniu, dużą dawką rozmów i ruchu. Jest to możliwe dzięki ograniczeniu zawartości podstaw programowych i zredukowaniu wymagań wiedzowych na rzecz umiejętności.

Praca z błędem jest postrzegana jako kluczowa umiejętność. Pomyłki i niepoprawne odpowiedzi stają się dobrym punktem wyjścia do nauki czegoś nowego w atmosferze szacunku. Bo gdzie jak nie w szkole powinniśmy być otwarci na popełniane przez młodych błędy? 

Ocenianie opiera się na informacji zwrotnej, która uczniowi, uczennicy i ich rodzicom pokazuje, co i w jakim stopniu zostało opanowane, a nad czym trzeba jeszcze popracować. Ocenianie wiąże się z docenianiem włożonego wysiłku, starań i możliwości młodego człowieka. 

Cyferkowe oceny znikają, a czerwone paski kojarzą się już tylko z elementem garderoby, a nie ze świadectwami, rozdawanymi przez dyrekcję nielicznym na ogólnej uroczystości. 

Przestrzeń edukacyjna staje się światem, w którym królują ciekawość, radość poznawcza i podmiotowe traktowanie.

Szkoła jako sala treningowa do egzaminów państwowych odchodzi w niebyt, czasem pojawia się jako komediowy wątek w naszych wspomnieniach. Nauka szkolna nie przypomina już kursu przygotowującego do egzaminów państwowych, a stanowi laboratorium życia, w którym zdobywamy kompetencje obywatelskie, społeczne i rozwijamy kulturę demokratyczną, choćby przez uczenie wyrażania swojego zdania na dany temat. Uczenie się danego przedmiotu gwarantuje zdanie z niego egzaminu. 

Zamiast szybkiej przebieżki po lekturach

Jako polonistka chciałabym czytać w każdym roku jedną dużą lekturę i może jeszcze poezje wybranego poety czy wybranej poetki. W każdej klasie mógłby to być inny zestaw tekstów. Mogłabym zwracać wtedy uwagę na ważne motywy, symbole, artystyczne środki wyrazu czy językowe niuanse. Wspólnie z daną klasą do tej wybranej lektury tworzylibyśmy plan pracy, kreatywne zadania, tematy różnych wypowiedzi pisemnych, nie zapominając o umiejętnościach z zakresu mówienia. 

Po co mi i moim uczniom i uczennicom szybka przebieżka przez kilkadziesiąt tekstów literackich, w tym wielu utworów anachronicznych, nieprzyswajalnych już nawet dla mnie?

Biegniemy bez głębszej refleksji po kolejnych lekturach, ledwo dotykając istotnych tematów, z niewielką możliwością zatrzymania się nad tym, co naprawdę interesuje mnie i ich, ludzi żyjących w XXI wieku, w świecie generującym tak wiele wyzwań. To przecież oczywiste, że pośpiech nie sprzyja procesowi uczenia (się). Dlatego w mojej szkole marzeń zamieniamy go na zatrzymanie i uważność. 

I tak szkoła tysięcy wiadomości staje się szkołą kompetencji kluczowych.

Zamiast matury szczurów proponuję maturę ludzi 

Takie zmiany szkoły automatycznie modyfikowałyby wymagania egzaminacyjne. Słowo egzamin pozostaje w naszym języku, ale rozumiemy je jako narzędzie diagnostyczne, rodzaj testu kompetencji z zadaniami w formule zbliżonej do badań PISA. 

Maturę traktujemy w szkole, domu, a także w mediach, jako znaczący dla młodego człowieka rytuał przejścia, oczywiście powiązany z weryfikacją jego umiejętności w zakresie twórczego rozwiązywania problemów korespondujących z rzeczywistością zza okna, porozumiewania się w języku ojczystym i językach obcych oraz krytycznego analizowania tekstów kultury i świata wokół, a także – uwaga – pracy zespołowej. 

Czas trwania egzaminów jest do wysiedzenia dla zdających i komisji, bo ktoś wcześniej skonsultował to ze specjalistami i z samymi zainteresowanymi. 

A i jeszcze coś… Harmonogram matury jest tak wpisany w rok szkolny (kalendarzowy), że nie dezorganizuje nauki w klasach młodszych. Układacze planów lekcji w szkołach średnich już się nie dwoją i troją, by pogodzić pracę rady pedagogicznej w komisjach egzaminacyjnych z lekcjami dla pozostałych klas. Odzyskujemy czas matur dla szkoły, bo zrobiliśmy rewolucję w kalendarzu pod kątem sensownego rozplanowania czasu nauki z wakacjami. Tę rewolucję poprzedziliśmy oczywiście poważną debatą, w którą byli zaangażowani przedstawiciele szkół, wydziałów oświaty, rodziców, pracowników uczelni wyższych i przedsiębiorców. 

Ogólnie mamy poczucie, że edukacja jest zorganizowana tak, by wspomagać proces uczenia i uczenia się, by pomagać młodym ludziom w funkcjonowaniu w niepewnym i zmiennym świecie. By myślano w niej o człowieku nie tylko z poziomu idei, nie tylko w perspektywie przeszłości.

Agnieszka Ciesielska
Nauczycielka języka polskiego, od września 2022 roku uczy w SLO nr 99 w Zespole Szkół STO na warszawskim Bemowie. Wcześniej przez ćwierć wieku pracowała w LXIV Liceum Ogólnokształcącym im. S. I. Witkiewicza w Warszawie, również jako wicedyrektorka tej szkoły. Współpracuje z Edukacyjną Fundacją im. R. Czerneckiego jako ekspertka. Od 2019 roku bierze udział w pracach Zespołu Dydaktycznego Rady Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk. Współautorka programów nauczania języka polskiego oraz serii podręczników do nauki języka polskiego. Postutorka w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego

Spis treści