Dlaczego odeszłam? Dlaczego zostałam? Rozmowa nauczycielek o depresji i nadziei na odbudowę edukacji

„Mam nieprzyjemne uczucie, że muszę się tłumaczyć, dlaczego nie odeszłam ze szkoły. To inna odsłona antynauczycielskiej narracji – że zostają nieudacznicy”. „Ja odeszłam, gdy zrozumiałam, że wsparcia ani od rządu, ani od społeczeństwa za mojej zawodowej kadencji już nie dostanę”.

ANTON AMBROZIAK

JEDNA odeszła, a choć kochała swoją pracę, nie żałuje, że system próbuje zmieniać z dystansu. Druga została w publicznej oświacie dla resztki poczucia sensu, z nadzieją na polityczną zmianę.

W OKO.press o potrzebie naprawy polskiej szkoły rozmawiają współtwórczynie nauczycielskiej organizacji Protest z Wykrzyknikiem:

R.: Renata Czaja-Zajder, polonistka i etyczka, nauczycielka w Zespole Szkół z Oddziałami Sportowymi nr 1 w Poznaniu

A.: Anna Schmidt-Fic, nauczycielka matematyki, odeszła ze szkoły po 27 latach pracy w liceach w Gnieźnie i Poznaniu, współorganizatorka kampanii Wolna Szkoła.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Depresja nauczycielska

A.: Dużo ostatnio mówi się – i bardzo dobrze, że się mówi – o złej kondycji psychicznej uczniów i uczennic, o konieczności wspierania ich w szkołach. Nie masz poczucia, że to trochę jak rozmowa o warunkach komfortowego lotu samolotem, którym wysłaliśmy dzieci w podróż do lepszego świata?

Tymczasem za sterami siedzi pilot tracący przytomność, a stewardessy już leżą pokotem na podłodze. My zaś wypieramy, powtarzamy: „Don’t look up!” i rozmawiamy o jakości cateringu na pokładzie?

R.: A ty byś chciała, żeby najpierw zadbać o załogę? Jak w instrukcji ICE, zgodnie z którą w pierwszej kolejności podajemy tlen osobom dorosłym? Trudno się przebić z tym poglądem. Niedawno miałaś wystąpienie na konferencji zorganizowanej przez Uniwersytet SWPS w Poznaniu o kondycji psychicznej nauczycieli i nauczycielek. Posłużyłaś się w nim określeniem „depresja zawodowa” i wskazałaś cztery czynniki determinujące ten stan.

A.: Tak, bo sprawa jest bardzo poważna. Tej depresji – jak każdej innej – nie widać. Ona niszczy po cichu. Koniecznie powinniśmy ja nazwać i uleczyć, ponieważ tylko silni nauczyciele mogą budować dobrostan uczniów i uczennic.

Widzę cztery główne źródła tej depresji. Po pierwsze – przegrany strajk 2019 roku.

Nauczyciele doświadczyli wrogości, w najlepszym razie obojętności, osamotnienia.

Po zakończonym strajku nikt się nauczycielami nie zaopiekował, nie otrzymali żadnej formy terapii. Pozostało w nich morze goryczy i frustracji i z tymi emocjami wrócili do swoich uczniów i uczennic.

Po drugie pandemia. I nie, nauczyciele nie doświadczyli jej tak samo jak inni. W chwili powszechnego poczucia zagrożenia, gdy wszyscy byli chronieni obowiązkowym noszeniem maseczek, nauczyciele i nauczycielki zostali wysłani do pracy z dziećmi, które maseczek nosić nie musiały.

Do tego zostali obciążeni ogromnym wysiłkiem samokształcenia i zorganizowania edukacji zdalnej, bez żadnej pomocy od ministerstwa.

Trzecim źródłem jest doświadczenie pracy z dziećmi uchodźczymi. Do szkół trafiły dzieci z traumą wojenną, bez znajomości języka. I cały ciężar radzenia sobie z problemami został całkowicie zrzucony na barki nauczycieli i nauczycielek, bez jakiegokolwiek systemowego wsparcia.

I wreszcie czwarte źródło depresji zawodowej to stale pogarszające się warunki pracy i płacy nauczycielskiej. Mamy więc lękowy czynnik braku zapewnienia podstawowej potrzeby życiowej – bezpieczeństwa materialnego. Nauczyciele szukają więc pracy w nadgodzinach lub poza szkołą, są przemęczeni, obniża się jakość ich pracy, a to rodzi kolejną frustrację. Błędne koło.

R.: Moim zdaniem jest jeszcze jeden czynnik – deforma Zalewskiej. Likwidacja gimnazjów uderzyła mocno w nasze środowisko. Spowodowała podziały, bo przecież nie wszyscy nauczyciele wtedy protestowali.

Wywróciła siatkę godzin, doprowadziła do powstania zjawiska nauczycieli „wędrujących” i łączących etaty w kilku szkołach, rozbiła zespoły nauczycielskie.

A do tego fatalna reforma programowa, która sprawia, że tracimy po części poczucie sensu naszej pracy, skoro mamy być przekaźnikami wiedzy nieprzystającej do wyzwań współczesności.

A.: Jednym ze skutków tej reformy jest jeszcze większe niezadowolenie rodziców, którzy kierują pretensje pod adresem nauczycieli. I koło się zamyka.

Jak zatrzymać nauczycieli

R.: Mamy diagnozę – i co dalej?

A.: Temat kondycji psychicznej nauczycielek i nauczycieli jest wypierany społecznie. To wyparcie jest też obecne w pokojach nauczycielskich. Nauczyciele między sobą rzadko o tym rozmawiają. A tych, którzy swój stan nazwali – tak jak ja – już w szkołach nie ma.

Bo to jest na dłuższą metę nie do udźwignięcia.

Coraz dalej przesuwamy nasze granice wytrzymałości i tylko dzięki temu system się jeszcze nie zawalił.

To jest zwyczajne wykorzystywanie, szantaż emocjonalny wobec świadomych swojej roli nauczycieli i nauczycielek. Pytanie, jak długo można funkcjonować w tym trybie?

R.: Sama mam nieprzyjemne uczucie, że muszę się tłumaczyć, dlaczego nie odeszłam ze szkoły. Jakby było w tym coś wstydliwego. To inna odsłona antynauczycielskiej narracji – że odchodzą najlepsi, a zostają nieudacznicy.

Więc sami jesteśmy sobie winni, nie szanujemy się, godzimy się na te warunki czy wręcz mamy „syndrom sztokholmski”. Czytamy takie komentarze pod naszymi postami i piszą to najczęściej nauczyciele i nauczycielki, wylewając własną frustrację. I wobec tej frustracji, której też przecież doświadczam, trudno powiedzieć, że się lubi swoją pracę.

A.: Ja odeszłam i też czuję dyskomfort, gdy muszę się tłumaczyć, dlaczego. Bo wyjaśnienie – za mało płacą – nie wystarcza. A zagłębianie się w kolejne, bardziej bezpośrednie przyczyny jest dla mnie rozdrapywaniem ran i po prostu nie chcę o tym mówić. Odeszłam, bo taki mam charakter, że nie przesuwam własnych granic. Doszłam do swojej ściany. Odeszłam, gdy zrozumiałam, że wsparcia ani od rządu, ani od społeczeństwa za mojej zawodowej kadencji już nie dostanę.

I to była trudna decyzja, bo zostawiłam pracę, którą lubiłam i na której się znam.

Minęły dwa lata i ani przez sekundę nie żałowałam. Ale tęsknię i myślę o sobie “nauczycielka”. Będę nią już zawsze.

– A Ty? Jakie są właściwie powody, że decydujesz się trwać? Co jest Twoim “dodatkiem motywacyjnym”?

R. Chyba jestem w szkole dla tej resztki poczucia sensu, o który ostatnio coraz trudniej. Bo jest to praca, w której o coś chodzi. W której mogę się zaangażować w działania, do których mam przekonanie. Praca sprzyjająca rozwojowi, uczeniu się, robieniu czegoś nowego.

Nie bez znaczenia jest też to, że jak większośc nauczycieli mam za sobą dziesiątki kursów, studia podyplomowe, jakiś własny kapitał, który nie miałby znaczenia w innym miejscu.

Czuję się też zwyczajnie związana z osobami, z którymi pracuję. Mam to szczęście, że dajemy sobie wsparcie i na co dzień doświadczam prawdziwego, głębokiego koleżeństwa. No i wreszcie wciąż wierzę, że po wyborach coś się musi zmienić.

A.: Ale wytrzymałość ma swoje granice. Poraża mnie bagatelizowanie problemu odchodzenia nauczycieli z zawodu i lekceważenia kryzysu kadrowego przez ministra Czarnka i rządzących.

To niewybaczalne zaniechanie, zgoda na utratę wartościowych specjalistów, którzy są gwarantem jakościowej edukacji. Nauczyciele, którzy zdecydują się na ten krok, nie wrócą. Wstrząsnęła mną ostatnio deklaracja Tomka Kosmalskiego, naszego kolegi, świetnego nauczyciela, który w 2019 roku w imieniu Protestu z Wykrzyknikiem upominał się przed gmachem MEiN o godne warunki pracy i jak lew niejednokrotnie walczył w obronie uczniów i uczennic pod egidą Wolnej Szkoły.

Nagranie, w którym mówi o złożeniu wypowiedzenia, powinno zmusić wszystkich do refleksji. Bo jak to? Nauczyciel nie chce grzecznie pracować jak niewolnik? I tak po prostu odchodzi?

R.: Na refleksję ministra Czarnka raczej bym nie liczyła. Wszyscy już się przyzwyczailiśmy do tego, że rząd nie uważa nauczycieli za swój elektorat, zatem nie ma dosłownie żadnych działań zmierzających do poprawy naszej sytuacji. Nawet obietnic wyborczych nie ma, nic. Wręcz zaprzecza się oczywistości, którą jest pauperyzacja tej grupy zawodowej. A w ramach zadbania o nasz dobrostan minister Czarnek zapowiada likwidację Karty Nauczyciela i walkę z lewactwem w szkołach.

Syndrom „pani Hani”

R.: Zapowiedzi Czarnka wzmocnienia pozycji nauczyciela nikogo nie przekonują, a wręcz grożą zaostrzeniem konfliktów z rodzicami, których minister chce stawiać pod ścianą.

Czy w tym układzie w ogóle widzisz szansę na autentyczne zrozumienie roli nauczyciela?

A.: Widzę absolutną konieczność. To punkt wyjścia do myślenia o dobrym systemie edukacji. I nie wystarczy wygrać wyborów. Sprawa jest bardziej skomplikowana.

Negatywne postrzeganie nauczycieli jest wypadkową wielu czynników. Najskuteczniejszy w podważaniu zaufania do nauczycieli jest systemowy hejt i antynauczycielska narracja nakręcana przez rządzących. Dodajmy do tego negatywne oceny, które wystawiają nauczycielom rodzice i uczniowie.

Obrywa się nam za przewiny Zalewskiej i Czarnka i nikt raczej nie uwzględnia w swojej opinii „depresji zawodowej” nauczycieli, o której mówiłyśmy.

A to nie jedyne źródła niechęci. Kto nie nosi w pamięci jakiejś strasznej „pani Hani”, która wyrządziła nam krzywdę w szkole lub przedszkolu? Często w swojej pracy miałam wrażenie, że rozmawiający ze mną rodzic, znajoma, przypadkowy rozmówca patrzy na mnie, ale widzi swoją „panią Hanię” i razem dźwigamy tę traumę opresyjnej, przemocowej szkoły.

Dlatego, choć słychać postulaty, że nauczycieli należy wspierać, mam często wrażenie, że są one pustą frazą, bez treści i bez przekonania o ich słuszności. Nabranie takiego przekonania musiałoby się też wiązać z krytycznym wglądem rodziców we własne zaangażowanie i przyznaniem się do braku reakcji na krzywdzenie dzieci przez rząd. A krzywd jest bez liku – chociażby rozpoczynająca się rekrutacja kolejnego „podwójnego” rocznika.

SOS dla edukacji

R.: O tym, jak należy budować silną pozycję nauczycieli i nauczycielek, pisałyśmy w raporcie „Umowa społeczna dla edukacji” przygotowanym na Igrzyska Wolności dla Fundacji Liberte. Warunkiem absolutnie koniecznym jest oczywiście znaczący wzrost wynagrodzeń. I dobrze, że wszystkie partie opozycyjne mają to na uwadze. Wskazałyśmy działania, które wydają się potrzebne i możliwe do podjęcia już teraz.

Należałoby w trybie interwencyjnym zorganizować szkolenia dla dyrektorów szkół, szczególnie w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi w modelu liderskim, umiejętności budowania zespołu, dbania o dobre relacje, a także wyposażenie dyrektorów w narzędzia i umiejętności pozwalające radzić sobie w sytuacjach konfliktowych z rodzicami oraz przełożonymi. Wiemy przecież, że w hierarchicznej strukturze szkoły mamy często do czynienia z mobbingiem i zadaniem dla samorządów powinna być eliminacja takich zachowań.

Wspierający dyrektor i dobre relacje to często argumenty za pozostaniem w szkole i byłoby dobrze, aby samorządy borykające się z niedoborami kadrowymi zadbały o właściwe standardy zarządzania. Przydałoby się również wzmocnienie pracy zespołowej, wsparcie nauczycieli superwizją i mentoringiem.

Szkoła na wybory. Zamiast bzdur typu „seksualizacja dzieci” zapraszamy na rozmowę serio o polskiej szkole jako źródle cierpień, ale także nadziei. Korzystamy z 10 postulatów Obywatelskiego Paktu dla Edukacji, kompleksowego projektu naprawy. To ma być szkoła nowoczesna, zdemokratyzowana, otwarta na Polskę i świat, twórcza, szkoła myślenia, a nie kucia, współpracy, a nie wyścigu szczurów. Polityczki i politycy prodemokratycznej opozycji deklarują poparcie Paktu, ale tylko obywatelski nacisk w kampanii wyborczej może sprawić, że edukacja zostanie potraktowana przez przyszłe rządy tak, jak na to zasługuje.

W cyklu „Szkoła na wybory” we współpracy z koalicją SOS dla Edukacji podważamy też kolejne fałszywe przekonania na temat edukacji (tzw. debunking).

A.: To oczywiście tylko działania ratunkowe. Potrzebujemy głębokiej zmiany całego systemu edukacji. Czy wierzysz, że taka zmiana jest w ogóle możliwa?

R.: Tak – jeśli opozycja wygra wybory. I jeśli jej liderzy naprawdę będą widzieć w edukacji klucz do rozwoju państwa. Jeśli ta świadomość nie zginie w natłoku innych wyzwań i pilnych działań naprawczych. Potrzebna jest obliczona na lata reforma zbudowana na społecznym konsensusie. Wśród ekspertów, specjalistów, teoretyków i praktyków mamy imponujące zasoby, żeby zrobić to naprawdę dobrze.

Strona społeczna utworzyła sieć organizacji SOS dla Edukacji i wypracowała postulaty zebrane w Obywatelski Pakt dla Edukacji, wspierany aktywnie przez koalicję Wolna Szkoła. Do tych idei przekonanych jest już teraz wielu samorządowców i polityków. To dobry prognostyk na przyszłość. Ciekawe pomysły – w wielu punktach zbieżne z postulatami Paktu – zawiera też program Polski 2050 „Edukacja dla przyszłości”.

Terapia dla szkoły

A.: Ale nie wolno nam zapominać, że nic z tego nie będzie bez nauczycieli – profesjonalnych i dowartościowanych. A na ich autentyczne i trwałe zaangażowanie będzie można liczyć tylko wówczas, gdy uda się zmienić społeczne nastawienie do nauczycieli. Możemy próbować od zaraz i jak na terapii rozpocząć od rozpoznania i nazwania przyczyn niechęci, a następnie pomyśleć, jak się jej pozbyć. To warunek konieczny do budowania w szkole relacji opartych na zaufaniu, także między nauczycielami i rodzicami.

R.: Dodałabym do tego jeszcze oddanie nauczycielom autonomii. Politycy powinni raz na zawsze zrezygnować z pokusy „rządu dusz”, obsesyjnej kontroli. Bardzo bym chciała, żebyśmy wszyscy rozumieli, że nauczycielska autonomia jest bezpiecznikiem dla uczniów i uczennic i ważnym elementem wzmacniania demokracji.

A.: Dotknęłaś sedna! Bo, choć podmiotem w szkole jest uczeń i to on jest najważniejszy, to w systemie edukacji najważniejszą rolę pełni… Nauczyciel!

Obywatelski Pakt dla Edukacji. Postulat nr 3: szkoła dowartościowanych nauczycieli i nauczycielek

Rozmowa z Anny Schmidt-Fic i Renaty Czai-Zajder w naszym cyklu „Szkoła na wybory” odnosi się w największym stopniu do postulatu nr 3 Paktu dla Edukacji, czyli szkoły, w której nauczyciel i nauczycielka może się rozwijać, a jego praca dydaktyczno-wychowawcza jest doceniana, nie tylko finansowo.

Anna Schmidt-Fic i Renata Czaja-Zajder

Spis treści